niedziela, 11 lutego 2018

do przodu

W ostatni weekend stycznia pchnęliśmy temat łazienki i stropu do przodu. Gipsowanie, szlifowanie...nic trudnego..kwestia wprawy i obycia z tematem...może nie wyszło tak idealnie jak naszemu majstrowi w reszcie domu, ale nie odstajemy. Do odeskowania została połowa stropu... ta lepsza, bo nad kotłownią i spiżarnią deski nie muszą wyglądać tak ładnie, a nad hol przy wejściu mamy już je wystrugane i wyheblowane.







Przy jesiennym czasie, zapomnieliśmy wspomnieć o jesiennej orce. Porządnej i głębokiej, a to wszystko by wrócić do uprawy na terenach wokół domu. Oczywiście na miarę naszych możliwości i wiedzy.






A z racji że zima pokazała swój lekki pazur przygotowaliśmy się na jej końcówke....Dostaliśmy zgodę na wycinkę przy kanale trzech uschniętych i prawie obalających się drzew. Kupę drzewa za darmo, a już suche i świetne do rąbania...Piotr twierdzi, że to jesion. Może ;) A gdyby ktoś potrzebował fachowca od wycinek w okolicach Obornik Wlkp., mamy namiary na dobrego speca. Byle do wiosny, pozdrawiamy!



czwartek, 18 stycznia 2018

"zimowy" przestój

Przyznajemy się bez bicia ; wpadliśmy w zimowy sen. Może to przez tę porę roku : dni ze słońcem można policzyć w miesiącu na palcach jednej ręki. Brakuje jakoś tego motoru, nic nas nie goni, czas pochłania codzienność, ale najgorsze za nami. Już bliżej upragnionej wiosny. Pewnie przy czasie jeszcze pogrzebiemy w środku. Priorytet to strop z desek, gipsowanie łazienki i te nieszczęsne ocieplenie dachu. Chcemy zamówić wszystkie drzwi z ościeżnicami u majstra, który rzeźbił nam wejściowe, ale nie może jakoś dojechać. Okres przedświąteczny i same święta minęły migiem...człowiek nie zdążył się nacieszyć a tu styczeń prawie za pasem. Ledwo co zawiesiłem lampki, już musiałbym je zdejmować. Zima sama wpadła w poślizg na swoim lodzie i dotarła dopiero teraz. Dla nas bajer. Sypnęło śniegiem, który już tak topnieje. Co najgorsze, lustrzankę dopadła usterka więc zdjęcia jakieś tam z telefonu...wstawiamy. Lepsze to niż nic, bo już dawno nie zawiało tak chłodem na tym blogu, a przecież zimy w tym roku nie ma.









niedziela, 19 listopada 2017

przydomowa

Osadzenie przydomowej oczyszczalni przypominało pole bitwy. Walka z czasem : ciągle nachodząca woda i obsypujące się skarpy. Kto by pomyślał, że w tym roku poziom wód gruntowych będzie tak wysoki. Ale udało się, zasypana i spokój. Dodatkowo dostaliśmy dotację z urzędu miasta i gminy na te przedsięwzięcie, więc z dwojga złego wyszło nam to na dobre. A co na chacie ? jakoś leci. Czasu na popychanie tematu jest mało, a fachowcom już dawno podziękowaliśmy. W weekendy czasami pracujemy, w tygodniu coś innego zaprząta głowę, ale spokojnie...wszystko się zrobi. W domu ruszyliśmy z podłogówką, delikatnie i zrobiło się od razu inaczej. Do usłyszenia!






Dżinks

czwartek, 19 października 2017

jesień

Druga z najpiękniejszych pór roku pokazała się wreszcie od tej złotej strony. Z pierwszym epizodem na koniec września i teraz z iście letnimi temperaturami.  To dobrze bo lato skończyło się za szybko, żegnając nas beznadziejną pogodą. Dopiero teraz udało mi się posklejać jakieś słowa, usiąść i napisać krótkiego posta. Pomału dziobiemy na budowie, malując taras, obrabiając okna i nieszczelności, by wraz z nastaniem listopadowego chłodu ruszyć w całym domu z podłogówką. Priorytetem jest teraz ocieplenie dachu wełną. Temat przeze mnie został wyczerpany, bo wybór konkretnego rodzaju i sposobu ocieplenia nie jest tak łatwy, jak mogłoby się wydawać. Gdzieś tam w międzyczasie myślimy o jesiennych nasadzeniach i przesadzaniu drzew. Klony, dęby, brzozy jest tego mnóstwo, a będzie za chwila najlepsza pora na tego typu działania.










niedziela, 10 września 2017

jest nas sześcioro

Kiedy emocje już opadały jak po wielkiej bitwie kurz, czas wrócić do remontowej rzeczywistości. Konkrety proszę Pana: a proszę ; tak jak pisałem ostatnio, udało się na sam styk przed weselem położyć płytki w łazience, zamontować kompakt i umywalkę. Wiadomo by goście nie załatwiali swych potrzeb po krzakach (żart), a tak na poważnie nie wyobrażaliśmy sobie bez tego poprawin.





Nie małe problemy wyszły z wkopaniem przydomowej oczyszczalni. Tydzień lipcowych deszczy zrobił swoje i przed domem mamy mały basen. Cały czas trzymaliśmy się tej wersji, że zrobimy to sami ale nasz elektryk za dobry pieniądz miał zrobić to za nas: a co...co będziemy brudzić ręce. Dalsze sprawozdanie z tej relacji pozwolę sobie ominąć, ale wrócimy do tego w odpowiednim czasie.



Z ważnych rzeczy, na których nam zależało, było otynkowanie domu z zewnątrz. Fachowcy się postarali i zdążyli również przed tym DNIEM. Chata się nieźle prezentowała, mimo że w środku jeszcze masę do zrobienia. Pewnie nie damy rady już pomalować elewacji na biało ale nic na mus, priorytetowy jest przecież środek. Przed nadejściem zimy musimy tylko dokleić ceglane nadproża, obrobić do końca wnęki okien i poprawić cegłę pod parapetami.



Wracamy do środka. Wraz z końcem lipca wyprowadziliśmy się z mieszkania, dość płacenia nie za swoje, ale przecież gdzieś było trzeba się podziać. W czasie weseliska u Patrycji rodziców, ale na dłuższą metę nie moglibyśmy tak, więc gdzie mogliśmy się podziać jak nie tu. Zaczęło się od pierwszego spania po poprawinach na materacach, później panele, aneks kuchenny, który miałem od 4 lat w paczkach, sprzęty i jesteśmy tu, kto nam zabroni, nieoficjalnie mieszkamy, ale chwalić się bardzo nie będziemy :) I jesteśmy szczęśliwi, jest różnie bo nie wszystko jest tak jak powinno, ale za jakiś czas będziemy wspominać te chwile z uśmiechem. Najbardziej przeżyła przeprowadzkę nasza suczka, ale teraz jest już Panią swojego podwórka i tarasu.






A że jest nas sześcioro, bo nie wiedząc skąd i jak w deskach za szopką pojawiły się trzy małe koty.
Najpierw szary pojawił się wieczorem przy drzwiach od tarasu, potem któregoś z czarnych goniła Niunia. Nakarmiliśmy je bo są wychudzone i na wpółdzikie, choć jadły kilka metrów od nas. Z czasem będziemy podchodzić coraz bliżej. Niestety nie widzimy matki, ale skojarzyliśmy kilka istotnych faktów. Mamą będzie czarna duża kocica, która nieraz w nocy zapalała halogen przechodząc przez podwórko, a ja sam widziałem ją z kociakami na polu kilka set metrów od naszej chaty. Kto wie czy nie okociła się lub była chwile z nimi w jednej z przegród szopki. Niunia raz namiętnie obwąchiwała i zaglądała w otwór w drzwiach. Póki co nie widzieliśmy dziś szarego, posilić się przyszły tylko czarne. Moglibyśmy zaadaptować wszystkie trzy :)











środa, 30 sierpnia 2017

5 sierpnia 2017

Ta data na pewno przejdzie do historii ; naszej historii, tego domu i nas samych. Jednego żałujemy, że minęło to tak szybko. Tyle przygotowań dla tak krótkiej chwili, ale gdyby wszechświat obdarzyłby nas drugą szansą, to chcielibyśmy jeszcze raz, tak samo i nie zmienilibyśmy nic..... Dobra, koniec tego pisania, bo to przecież blog o remoncie starej chaty, a Ta nieubrana jeszcze w piękne szaty przywitała na poprawinach ciepło wszystkich gości jak tylko umiała. No i nic dodać nic ująć, tyle ludzi na tej działce pewnie jeszcze nie było. Gwarno, swojsko i jak w latach 90' poprawiny zawróciły nam w głowie, chyba bardziej niż oficjalne wesele, bo było tak jak chcieliśmy, po naszemu z piękną pogodą w tle. Warto było poświęcić tyle czasu na ogarnięcie i dodaniu kilku detali, by poczuć się jak na polskim wiejskim weselu. Udało się dosłownie na styk, prawie skończyć łazienkę i sypialnie, ale o tym będzie następny post. O tym jak nieoficjalnie już mieszkamy :D













I nie chwaląc się, bardziej się podzielimy tym co przyniosło nam szczęście

imprezowo,


rodzinnie

i sesyjnie





koniec